Informacja turystyczna Nysa
Informacja turystyczna Nysa
 

Tragiczny efekt ludzkich zabobonów, czyli śladem czarownic z ziemi nyskiej

Nysa jak każde miasto przechodziła  czasem piękne i czasem  trudne chwile. Były niestety także takie, które do dziś budzą ogromne emocje.

Na czarnych kartach historii Nysy zapisano smutną historię kobiet oskarżonych o czary a następnie spalonych na stosie. Dziś zapraszamy na wycieczkę śladem tragicznego losu niewinnych ofiar zabobonu i zwykłej ludzkiej zawiści. Naszą wycieczkę zaczynamy od wizyty w Muzeum  w Nysie, gdzie jest wystawa poświęcona czarownicom, sposobom ich sądzenia i karania. Następnie przechodzimy na plac przed Domem Wagi  gdzie stał pręgierz oraz gdzie prawdopodobnie tu w pobliżu sądu zwierzchniego mieszczącego się we wspomnianym Domu Wagi zbudowano w 1639 roku specjalny piec do palenia czarownic. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że taki piec mógł powstać raczej na przedmieściach Nysy np. przy końcu ulicy Piłsudzkiego  lub po drugiej stronie miasta przy wylocie drogi na Otmuchów.

Tą właśnie drogą od dawna w każdy Wielki Piątek mieszkańcy Nysy pielgrzymowali  od Domu Wagi do kościoła Jerozolimskiego na pamiątkę męczeńskiej drogi Jezusa. Czy tą drogą wieziono oskarżone o najcięższy grzech kobiety, by im dodatkowo uzmysłowić ich winy wobec Boga? Tego nie można dowieść. Ten straszny czas można tylko odtworzyć z nielicznych zachowanych dokumentów. Wiadomo jest na pewno, z tzw. pokutnych pieniędzy ”Bussgeldem”  opłacano  sędziów, kata, pisarza a część trafiała do biskupiej kiesy. Miejsce straceń zawsze mieściło się poza miastem, a do tego piec czy stos musiał ze  względu na możliwość zaprószenia ognia w ciasnej miejskiej zabudowie, musiał znajdować się na uboczu. Dlatego też z Domu Wagi kierujmy się ulicą Krzywoustego na most a następnie ulicami Ujejskiego, Mieczysława  dojść do niewielkiego wzniesienia na tzw. Górce Otmuchowskiej gdzie być może kiedyś płonęły stosy. My natomiast skierujmy się do ośrodka nad jeziorem gdzie przy dającym ciepło a nie śmierć  ognisku zakończymy naszą wędrówkę śladami czarownic.


 Aby choć nieco zrozumieć ten tragiczny okres w historii naszego miasta, przybliżmy tamten straszny czas.

Ludzie od dawna wierzyli w istnienie diabła jego pomocników czarowników i czarownic. Jednak największe nasilenie wiary w czarnoksięstwo nasiliło się po wieloletniej wyniszczającej wojnie .Wojna trzydziestoletnia spowodowała  min. grabieże, gwałty, głód oraz szalejące epidemie. W samej Nysie panował tak ogromny głód, że pieczono chleb z torfu. Wyniszczeni ludzie szybko padali ofiarami epidemii. Kiedy w 1633 roku wybuchła największa z dotychczasowych epidemii czarna dżuma, zmarło około 2/3 ludności. Dramatyczne przeżycia i ogólne zdziczenie obyczajów po wojnie przyczyniły się do umocnienia wiary w szatana i czarownice. Prostym ludziom łatwiej było przyznać, że choroba, czy brak mleka u wychudzonej krowy to efekt czarów niż szukać racjonalnych wyjaśnień. A od oskarżenia o rzucanie uroku do skazania czarownicy było już niedaleko. Od końca XV wieku coraz popularniejszy stawał się „Młot na czarownice”, którym posługiwali się sędziowie badający zasadność oskarżeń o czary. Dzieło to składające się z trzech części opisywało sposoby rozpoznawania czarownic, rodzaj czarów i odpowiednie paragrafy do sądzenia czarownic. W nim to z całą powago zapisano, że...” we wszystkich sposobach czarowania, szatani czarownice uczą, żeby zawsze do owych czarów sakramentów kościelnych albo inszych rzeczy Panu Bogu oddanych i poświęconych zażywały..”.Jak widzieli kobietę autorzy tej księgi każdy przeczytać może na wystawie w muzeum w Nysie. Dziś u współcześnie czytającego ten opis pojawia się uśmiech jednak kiedyś traktowano tam zapisane słowa z całą powagą. Kobiety w tamtych czasach niewiele miały szans na obronę. Rzadko, pojawiali się ludzie, którzy zaryzykowaliby obronę oskarżonych o czary kobiet. Stosując tortury łatwo było włożyć w usta umęczonych ludzi zeznania obciążające każdego, który ośmielił się bronić oskarżonych o czary.

Często oskarżane były osoby bogate jak żona szumperskiego radnego, płóciennika Maria Peschka. Jej mąż, który ośmielił się wystawić po jej śmierci pomniczek został rok później oskarżony o czary. I mimo iż nigdy nie przyznał się do winy pomimo wszystkich stopni tortur, został spalony przez jednego z „najpracowitszych” inkwizytorów Bobliga jako szczególnie zatwardziały czarownik w 1692.Nie bez znaczenia w tym wypadku był spory majątek domniemanego czarownika. Skazanym za czary, bowiem konfiskowano majątki. I w tym fakcie należy szukać także przyczyny polowań. Wystarczyło na początku jakiekolwiek oskarżenie by potem torturami wymusić potrzebne zeznania. Polowania na czarownice to tragiczna i ciemna strona naszej historii. Nie możemy się jej wypierać czy „zamiatać pod dywan”. Miejmy jednak świadomość, iż wiara w zabobon była powszechna. I tak, kiedy u pewnego rolnika w Konradowie krowy nie dawały mleka wezwano kata. Ten po fachowych oględzinach stwierdził, że jest to skutek rzuconych czarów. Nakazał zdjąć ze ściany krzyż i wbić nóż między nogi Chrystusa. Sam w tym czasie wygłaszał odpowiednie formuły odczyniające czary. Na zakończenie zabronił wszystkim wychodzić z domu przez osiem godzin. Pierwsza osoba według kata, która wejdzie po tym do domu to czarownica która rzuciła urok na krowy!

Głównym powodem tak wielkich polowań na czarownice była jak zaznaczyłam wcześniej ludzka zazdrość, chciwość i chęć niemal nieograniczonej władzy. Można powiedzieć, że były to czasy ciemnoty i zabobonu. Ale czy my współcześni ludzie ery podboju kosmosu nie jesteśmy inni? Ilu współczesnych ludzi chodzi do wróżek, wierzy w stawiane horoskopy, kabały czy też wiesza czerwona kokardkę w niemowlęcym wózeczku na wypadek „złego spojrzenia”. Czy czasem nie skazuje się kogoś na „stos” złym słowem, fałszywym osądem kierując się uprzedzeniami? Niech, więc wystawa i trasa wycieczki poświęcona czarownicom będzie swoistym memento naszych czasów. Niezwykle łatwo jest rozpalić ogień zła, który szybko może się tez wymknąć spod kontroli.